Paradoks omnipotencji występuje nawet jako hasło w Wikipedii!
Chodzi o to, że jest to najbardziej popularne pytanie, które się zadaje, by uzasadnić, że Bóg nie istnieje. Pytamy się: „Czy wszechmogący Bóg mógłby stworzyć taki kamień, którego sam nie mógłby podnieść?”. Już samo to pytanie jest dowodem nieistnienia Boga!
Problem jest rozwiązywany na tysiące sposobów. Ale najczęściej są to sposoby, czy wyjaśnienia, które są zbyt trudne do zrozumienia dla większości ludzi.
Dlatego wymyśliłem odpowiedź, która trafi do wszystkich, którą każdy zrozumie. Ja to już dawno temu wymyśliłem i nawet w jednym komentarzu umieściłem: …paradoks o kamieniu.
Szukam w Sieci różnych dyskusji, artykułów itd… na ten temat i widzę miliony stron związanych z tym paradoksem, np. coś takiego: Czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie może podnieść - dialog między ateistą i teistą. Wpiszcie sobie w Googlu wyrazy: „Bóg kamień podnieść”, a zobaczycie ile tego jest.
Ale nigdzie nie widzę mojego rozwiązania. Może źle szukam? No to robię specjalną notkę - może ktoś to kiedyś znajdzie? Może znajdzie podobne rozwiązanie gdzie inedziej i mi wpisze komentarz, że to już ktoś wcześniej ode mnie wymyślił?
Rozwiązanie jest takie: Bóg, będąc wszechmogącym, może stworzyć kamień, którego nie będzie w stanie podnieść. Nie tylko może, ale On to już zrobił! Tym kamieniem jest Ziemia!
No bo co to znaczy „podnieść kamień”? To znaczy oddalić go od środka Ziemi. Ziemia to niewątpliwie kamień. Czy można przesunąć tak Ziemię, by się oddaliła od swojego własnego środka? Nie można. Czy ta niemożność świadczy o braku mocy? Nie świadczy. A zatem Bóg istnieje. Proste, nie?
W każdym razie ktoś kto zadaje takie pytanie o kamieniu chcąc poddać w wątpienie istnienie Boga jest niewątpliwie głupkiem.





- z punktu widzenia nauki / empiria/ - istnienia Boga nie można udowodnić, ale też nie można zaprzeczyć. Każdy argument jest niesprawdzalny empirycznie. Dlatego też nauka nie zajmuje się tym tematem.
- Argumenty pozanaukowe a więc niesprawdalne empirycznie, a do nich należy powyższe pytanie, mają wątpliwą wartość. Również niczego nie udowadniają, jednocześnie niczemu nie zaprzeczając.
Dla mnie istotna jest geneza samego pojęcia. A według obecnej wiedzy pojęcie Boga funkcjonuje od czasów kultury neolitycznej. I niestety było przede wszystkim źródłem władzy. To co postanowi człowiek można zanegować, to co mówi lub każe Bóg trzeba usłuchać.
Historia religii to historia manipulacji masami ludzkimi.To co nazywamy biblią jest wyborem ksiąg, wyborem dokonanym przez człowieka w imię jego własnych mało religijnych interesów. To co było w tych księgach niewygodne zostało z upływem czasu zmienione.
W miarę jak płynął czas, zmieniały się też interesy. Jeszcze kilkaset lat temu posiadanie lub udostępnianie biblii innym było karane śmiercią i uznawane za kacerstwo. Były w niej treści które szkodziły interesom uprzywilejowanych grup społecznych, a wszystkich niewygodnych fragmentów nie dawało się usunąć lub zmienić w tłumaczeniu tak by odpowiadały rządzącym. etc. ...
Pytanie należy więc zmienić: ile prawdziwego Boga jest w świętych tekstach, a ile naszej własnej oddolnej inicjatywy służącej czyimś interesom ? A problemu istnienia bądź też nieistnienia stwórcy nie można rozwiązać analizą jednego pytania.
Zwłaszcza że w pytaniu tym tkwi sprzeczność: Wszechmogący Bóg to taki który nie podlega ograniczeniom czasowym. Podejmując jakiekolwiek działanie, zna skutki tego działania, więcej: zna również wszystkie swoje przyszłe działania i to co z nich wyniknie.
Drogi Autorze, myślę że ostatnie zdanie tej notki zupełnie nie jest na miejscu ...